Zanim ocenisz matkę…

Kiedyś, kiedy jeszcze Natka była w odległych planach na przyszłość, w parku minęłam siedzącą na ławce młodą dziewczynę z małym dzieckiem. Dziewczyna patrzyła w ekran telefonu, a maluch biegał po parku i bawił się. Pomyślałam sobie, że gdybym ja była na jej miejscu…

…poświęciłabym czas na zabawę z dzieckiem, a nie na siedzenie w internecie. Że przecież może w każdej innej chwili przejrzeć fejsa czy pogadać na czacie ze znajomą. A kiedy jest z dzieckiem – powinna zająć się dzieckiem.

Myślałam sobie, że moje dziecko nigdy nie będzie siedziało przed telewizorem, bo ja akurat muszę coś zrobić. Nigdy nie będzie bawiło się samo w piaskownicy czy w domu. Zawsze będę z moją pociechą, a na wszystkie inne czynności będę mieć czas później.

A potem dorosłam. Urodziłam dziecko. I kiedy widzę młodą matkę z maluchem w parku, która czyta książkę albo patrzy w telefon, uśmiecham się porozumiewawczo. Kiedy widzę, że znajoma włącza maluchowi bajkę, żeby skorzystać w spokoju z toalety albo ugotować obiad – uśmiecham się porozumiewawczo. Kiedy widzę, że dziecko bawi się samo, a jego mama jest czymś zajęta – zazdroszczę, że jej dziecko umie bawić się samo. I uśmiecham się porozumiewawczo.

Bo wiem, że nie ma matek idealnych, a jeśli są – to tylko w mitycznym internecie, na forach dla idealnych matek, które tak jak ja parę lat temu, myślą, że matka powinna poświęcić cały czas dziecku, a na inne czynności czas znajdzie później. Tylko kiedy później? Może jak dziecko pójdzie do szkoły. Może jak skończy studia. W końcu jednak przyjdzie taki czas, że matka będzie mogła usiąść bez poczucia winy i włączyć internet, obejrzeć film, ba! Pójść do toalety w spokoju i bez asysty!

Matka to też człowiek, do cholery! To przede wszystkim człowiek. I potrzebuje chwili dla siebie dla psychicznego komfortu. Zazdroszczę tym kobietom, które potrafią wszystko ogarnąć, łącznie z prowadzeniem bloga, gotowaniem obiadu, sprzątaniem domu na błysk, oddawaniu się swoim pasjom, czytaniem, pisaniem, robieniem na drutach, etc i przy tym bezustannie spędzają czas z dziećmi. Niestety ja tak nie potrafię, nawet jeśli wciągam córkę w domowe obowiązki. Więc czasem włączam jej bajkę. Pozwalam jej bawić się samodzielnie tak długo, jak tylko jest w stanie się na tym skupić. Zostawiam ją w piaskownicy, a sama siadam na ławce i otwieram książkę lub patrzę w telefon. I wiem, że prześlizgują się po mnie oceniające spojrzenia. Ale ich nie widzę – wykorzystuję każdą chwilę, jaką dostanę, do ostatniej sekundy.

I zanim ocenię inną matkę, najpierw długo zastanawiam się, co ja robiłabym na jej miejscu.

grafika za: lisastudio.com
  • Alicja Złotkowska

    True story. Nic dodać nić ująć. Czasem mam siły cały czas spędzać z małą, uczyć ją, aktywizować, zabawiać… i wtedy wyrzucam sobie, że za dużo siedzę w necie. A czasem… czasem nie mam siły. Każda chwila, którą mała spędza na samodzielnej zabawie jest wtedy błogosławieństwem. Tak jak napisałaś – jesteśmy tylko ludźmi, potrzebujemy nie tylko odpoczynku, ale i zmian. Ja mam dużo większe pokłady cierpliwości od kiedy chodzę na basen 2 razy w tygodniu i mam te dwie godzinki bez myślenia w trybie „matkowym” – to przywraca równowagę, szczerze polecam.

    • O tak, każda aktywność pozamacierzyńska to ogromny kop energii 🙂 Muszę chyba wrócić na basen i aqua aerobik.

  • Oj to wszystko prawda. Ja już dawno przestałam oceniać – nigdy nie wiemy co siedzi drugiemu człowiekowi w głowie, jaki miał dzień, z czego wynika takie czy inne zachowanie… A takie oderwanie się od dziecka jest człowiekowi po prostu potrzebne i nie ważne czy oderwanie następuje przez przeglądanie fejsa, czytanie książki czy wychodne:)