Rzecz na temat tych strasznych genderów

Kiedy patrzę na moja córkę, gdy się bawi, gdzieś z tylu głowy kołacze mi się afera, którą pewien portal rozpętał z powodu gazetki reklamowej, w której chłopiec bawił się wózkiem. Ma to być rzekomy zły i bardzo szkodliwy wpływ genderów na nasze społeczeństwo. Bo wiadomo, że chłopiec to nie baba, wózkiem się bawić to wstyd i jeszcze może mu się zachce dzieci rodzić w przyszłości.

I tak patrzę, jak bawi się moja córka i myślę sobie, że chłopcy mają naprawdę ciężko. Wbrew pozorom nie wolno im więcej, niż dziewczynkom i nacisk społeczny, a zwłaszcza grupy rówieśniczej, jest na to tak wielki, że chcąc nie chcąc chłopcy wpadają w utarte tory „chłopięcych zabaw” i „chłopięcych zabawek”.

Moja córka bawi się samochodami. Ma piętrowy parking i taką kolekcję Hot Wheelsów, że niejeden chłopak mógłby pozazdrościć. Ma też mnóstwo samochodów budowlanych i chyba ze cztery traktory. Ma skrzynkę z narzędziami i naprawia w domu wszystko, co jest zepsute. Ma też wózek, lalki i mały różowy domek, żeby nie było.  Ma mnóstwo klocków i ludziki, którymi z powodzeniem odgrywa różne scenki.

Jestem pewna, że w przyszłości nie będzie się bała jeździć samochodem i zda prawo jazdy, bo bardzo interesuje ją nie tylko budowa samochodów, ale i przepisy drogowe. Będzie potrafiła sobie dokręcić kran, wymienić żarówkę, przetkać zlew, a może nawet wywiercić dziurę w ścianie i zrobić mały remont. Będzie też umiała zająć się dzieckiem i zachować wśród ludzi.

Moja córka nie zna pojęcia „zabawka dla chłopca”, „zabawka dla dziewczynki”, „książka dla chłopca”, „książka dla dziewczynki”, „tego dziewczynce nie wypada robić”, „to zajęcie dla chłopca”. Kiedy inne dziewczynki przynoszą do przedszkola lalki barbie, ona przynosi swój ulubiony helikopter – weteran spędzonych w przedszkolu nocy. Nosi bez problemu różowe ubranka i ma piękne, długie włosy, ale to nie przeszkadza jej zakochać się w brązowych butach Boba budowniczego.

Mam nadzieję, że nigdy, a przynajmniej jeszcze długo nie usłyszy, że coś powinna lub nie powinna, bo jest dziewczynką. Słuchając jednak opowieści jednej ze znajomych o tym, jak bardzo dzieci z grupy potrafią wpływać na zachowanie, jak potrafią krytykować „nie taki” kolor bluzki czy odmienny sposób zabawy, to boję się. Boję się już na przyszłość.

Mojej córki na razie nie obchodzi zdanie innych. Jeśli ma ochotę, bawi się samochodami i nawet jeśli ktoś powie, że to zabawa dla chłopców, nic ją to nie obejdzie. Chciałabym, żeby już tak jej zostało. Żeby nie przejmowała się opinią innych i zawsze robiła swoje. Wiem, że wtedy na pewno poradzi sobie wszystkim, a jej życie będzie wyglądało tak, jak będzie tego chciała. Niezależnie kim będzie.

I chciałabym, żeby w przyszłości trafiła na chłopca, który w dzieciństwie miał odwagę bawić się też wózkiem dla lalek.


Zdjęcie z nagłówka zaczerpnięte z portalu psych2go.net
  • :- ) sympatyczny post.
    Wiesz, nie bój się- bo z tym „prześladowaniem” było zawsze. Podejrzewam, że jesteś jeszcze z rocznika, gdzie śmiano się z rudych , piegowatych, w okularach i wytykano palcami :- ) Mój mąż jako dziecko w okularach nie miał lekko 😀
    Dziś to śmieszy, ale wiem, że dla dziecka to potrafi być dramat.
    Najważniejsze że Ty ( i podejrzewam że Twój mąż też) masz takie nastawienie i jej to przekazujesz. Dalej będzie szalenie ważna rola ojca- bo to on utwierdza obie płci w tych prawdach, które Ty zaszczepiasz i buduje ich silną wartość.