Niezawodny sposób, jak rozśmieszyć malucha w jednym prostym kroku

Śmiech to zdrowie, a maluchy śmieją się często – wystarczy zrobić głupią minę albo powiedzieć coś bez sensu. Ja znam jeszcze jeden, niezawodny i skuteczny w 100% sposób.

Chcesz rozśmieszyć dziecko? Opowiedz mu o swoich planach.

wp-1451983454950.jpegNauczyłam się już nic nie planować ani nawet skrycie o niczym nie marzyć. Ani tym bardziej mówić głośno o swoich planach. Na przykład o planach na wieczór. Mała pójdzie spać to może obejrzymy jakiś filmik – sugeruje mąż, a ja natychmiast go uciszam i sprawdzam, czy przypadkiem mała nie usłyszała. Zresztą ona nie musi słyszeć. Ona wie. Nie śpi do 23, oczywiście musi być przy tym bujana na rękach, tak że kiedy wreszcie zasypia (czujna jak ptak) – padam ze zmęczenia. Ale jeśli jednak mimo wszystko zamarzy mi się jakiś filmik z mężem, będzie się budzić co 10 minut.

Dzieci mają specjalne radary, które wyłapują najmniejszy nawet ślad planowania. A jak wyłapią – załącza im się natychmiast program „zniweczyć wszystkie plany za wszelką cenę, nikogo nie oszczędzać”.

Myślisz sobie, że jutro zostawisz dziecko z tatą/babcią i poszalejesz na zakupach? Ono natychmiast dostaje 40 stopni gorączki i nie akceptuje nikogo oprócz ciebie.

Planujesz już od miesiąca, że spotkasz się wreszcie z przyjaciółką? Kiedy wszystko jest już dograne, dziecko cały dzień wisi na twojej nodze, a kiedy jednak postanawiasz wyść – słyszysz przez pół kilometra zawodzenie i wycie (tak żebyś pamiętała na spotkaniu, jaką wyrodną matką jesteś).

Umawiasz się na spacer ze znajomą mamą? Ono akurat nie ma ochoty na spacer. Co z tego, że codziennie domaga się wyjścia na dwór. Dzisiaj akurat NIE!

Masz wizytę u lekarza, sprawdzasz autobusy i masz wszystko dograne i zapięte na ostatni guzik (łącznie z kombinezonem zimowym)? Świetnie. Masz nawet 15 minut czasu! Dziecko właśnie oznajmiło ci, że zrobiło kupę. Czujesz charakterystyczny zapach. Rozbierasz siebie, rozbierasz dziecko, zaglądasz do pieluchy… Pusto. Możesz już tylko pomachać do odjeżdżającego autobusu, a w przychodni znowu lekarka robi ci wykład, że z dzieckiem trzeba wybierać się wcześniej…

Ale to jeszcze nic. To się zdarza, nie ma w tym nic dziwnego. Najlepsze jest, kiedy kąpiąc dziecko myślisz sobie: jest zmęczone, szybko padnie, to sobie poczytam/popiszę/wyśpię się wreszcie/zrobię milion fajnych rzeczy. I widzisz ten błysk w jego oku. I wiesz, że nic z tego. I wiesz, że ono wie, niezależnie czy ma dwa miesiące, rok, czy trzy lata. Wiecie dobrze oboje jak to działa. I zdajesz sobie sprawę, że ten radosny śmiech, to właśnie z powodu twoich planów. Tylko jak to powiedzieć innym? Przecież nie uwierzą!

Dlatego nie robię planów. Nie tych prawdziwych. Myslę za to: ojejku, na pewno moje biedne dziecko nie będzie mogło dzisiaj zasnąć. Na pewno zejdzie nam do późna. Na pewno nie zdążę nic zrobić, po prostu od razu pójdę spać, bo na pewno w nocy się jeszcze obudzi.

I mam problem z głowy 🙂 Dziecko usypia jak zaczarowane. Tylko z tego wszystkiego nie wiem, co mam robić. Nic nie zaplanowałam i nic mi się nie chce!

  • 😀 Zdecydowanie coś jest na rzeczy, też już od prawie dwóch lat nie planuję. Mam raczej luźną koncepcję na wypadek, gdyby sprawy potoczyły się po mojej myśli;))