uzależniam od książek
uzależniam od książek

Moje pierwsze mikołajki

Natalia i MikołajCzekałam na ten dzień od dawna. Pierwsze mikołajki mojej córki. Ale tak naprawdę pierwsze moje mikołajki. Może trochę za bardzo się przejęłam, ale chciałam, żeby Natka poczuła magię tego dnia. Magię, której ja nie czułam już od dawna.

Mówią, że kiedy rodzi się dziecko, rodzice zaczynają odkrywać świat na nowo. Dopiero kiedy Natka trochę podrosła i zaczęła więcej rozumieć i poznawać nowe rzeczy, ja zrozumiałam, że to prawda. Przy niej przeżywam i odkrywam emocje na nowo. Czekam na Mikołaja jakby to do mnie miał przyjść po raz pierwszy. Czekam na śnieg, żeby zjeżdżać z nią na sankach, chociaż nigdy nie lubiłam zimy. Wychodzę z nią na dwór i taplam się w kałużach. Robię rzeczy, ktorych na co dzień nigdy nie robiłam albo nie lubiłam.

Pewnie dla niej mogłoby nie być Mikołaja. To mógł być zwykły dzień jak co dzień. Albo mogła znaleźć prezenty pod poduszką. Albo dostać je od nas. Myślę, że nie sprawiłoby jej to różnicy, bo do tej pory nie znała pojęcia „św. Mikołaja”. To mi zależało, żeby zrobić całą tę oprawę – spotkanie z Mikołajem, wielki worek i prezenty. Nigdy wcześniej nie czułam takiej ekscytacji na myśl o Mikołaju, a przynajmniej tego nie pamiętam. Dopiero dzięki Natalce poczułam na nowo tę magię. I chciałam, żeby jej też udzielił się ten nastrój. Nawet jeśli nie będzie tego pamiętać.

A Natalka? Myslę, że jej się podobało. Chociaż dużo wcześniej opowiadałam jej o Mikołaju i mówiłam, co się będzie działo, była zaskoczona. Za Mikołaja przebrał się mój brat, ale wcale go nie poznała. Na początku była trochę nieufna, ale kiedy Mikołaj zaczął rozdawać prezenty – bardzo jej się podobało. Warto było zaplanować takie mikołajki właśnie po to, żeby zobaczyć jej minę. I widzieć, jak bardzo się cieszy. I to właściwie na to czekałam. Nie na Mikołaja, nie na prezenty. Czekałam na jej szczęście. W kałuży też taplam się po to, żeby zobaczyć jej uśmiech.

I chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.