uzależniam od książek
uzależniam od książek

Krótka relacja ze Śląskich Targów Książki

Ten weekend na Śląsku należał przede wszystkim do Targów Książki. O ile poprzednie edycje, odbywające się w Spodku, były raczej średnio udane, o tyle tegoroczne Targi po prostu mnie zachwyciły. 

Targi

Trzy dni, ponad 80 wystawców i kilkadziesiąt wydarzeń towarzyszących (spotkania autorskie, wykłady i dyskusje). Tak w skrócie wyglądała śląska edycja Targów Książki. Mogłam pojawić się tylko w niedzielę, ale i tak byłam pod wrażeniem. Wielkim zaskoczeniem była ogromna ilość zwiedzających, a zwłaszcza rodzin z dziećmi, nawet z tymi najmniejszymi – w wózkach. Moja Natka została w domu i trochę żałowałam, że jej nie ma, ale w gruncie rzeczy dzięki temu mogłam się trochę oderwać od codzienności i pobuszować bez przeszkód w książkach.

Śląskie Targi Książki przeszły całkowitą przemianę, co wyszło im na dobre. Zmieniła się nazwa (poprzednio – Targi Książki w Katowicach), zmieniło się miejsce (poprzednio – Spodek), zmieniły się wejściówki (poprzednio – płatne), w końcu też zmienił się klimat i organizatorzy. W poprzednich latach na Targach wiało pustką i nudą. Niewielu wystawców i jeszcze mniej zwiedzających. Cieszę się, że za organizację wzięli się ludzie kompetentni i dzięki temu Śląskie Targi Książki mogą za rok dorównać najlepszym – warszawskim i krakowskim.

Wystawcy

Nie ukrywam, że pojechałam do Katowic głównie po książki dla dzieci. I nie zawiodłam się, chociaż nie było już książki, którą bardzo chciałam dostać – Rok w lesie. Wybór wśród wystawców ogromny a ceny przeważnie o 20-30% niższe, niż okładkowe (nie licząc stoisk z tanią książką). Pierwszy raz Targi odbywały się w nowym Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Nigdy jeszcze tam nie byłam i moje wrażenia były bardzo pozytywne. Katowice w ciągu ostatnich kilku lat bardzo się zmieniły i to na plus. Hala targowa jest ogromna i przestronna, a mimo „dzikich tłumów” było czym oddychać i gdzie przystanąć na chwilę wytchnienia (piszę o tym, bo w sobotę byłam na Giełdzie Minerałów, gdzie temperatura sięgała zenitu a napierający tłum powodował klaustrofobiczne lęki). Chociaż chodziłam po całych targach grubo ponad dwie godziny, nie zdążyłam obejrzeć wszystkiego i dopiero teraz, przeglądając przewodnik, widzę ile stoisk jeszcze ominęłam. 

Zdobycze

Moim największym odkryciem tych Targów jest wydawnictwo Format (tu są na FB), wcześniej mi nieznane. Wszystkie książki, które obejrzałam na ich stoisku były niesamowite, ale ta, którą wybrałam – po prostu zachwycająca! Chodzi o książkę „Szczęśliwi rodzice”, cudownie ilustrowaną, krótką opowieść o przygotowaniu do bycia rodzicem. Na pewno napiszę o niej więcej i to już wkrótce. Bardzo podoba mi się opis tego wydawnictwa, zamieszczony na ich stronie internetowej:

  • wydajemy książki nietuzinkowe, bogate zarówno w formie, jak i treści (jakkolwiek te dwie rzeczy bywają nierozerwalne);
  • współpracujemy z autorami i artystami, którzy tworzą książki jedyne w swoim rodzaju, odbiegające od masowych standardów;
  • w przypadku książek dla dzieci ważny jest dla nas rodzic (jako odbiorca), który przy czytaniu dziecku nie powinien czuć się znużony, lecz czerpać ma z tej czynności radość, pokazując tym samym, że sięganie po książkę może być nawykiem, a czytanie pasją;
  • książki, które wydajemy, mają bawić, uwrażliwiać, skłaniać do myślenia i zadawania pytań (także tych trudnych)…
  • … a także zachwycać i zadziwiać (bo zdziwienie daje początek myśleniu).

Zdobycze ze Śląskich Targów KsiążkiNie kupiłam dużo książek chociaż przeceny naprawdę kusiły, by kupować, kupować, kupować… Wybrałam sobie jeszcze równie pięknie ilustrowaną „Alicję w Krainie czarów” z wydawnictwa Nasza Księgarnia oraz z Czarnej Owieczki „W przedszkolu”.  Na szczęście była jeszcze wymiana książkowa prowadzona przez Śląskich Blogerów Książkowych. Świetna akcja, dzięki której można wymienić przeczytane książki na inne. Warto było poszperać na stoisku, bo pojawiały się też prawdziwe perełki, np. „Płacząca Zuzanna”.

 

 

Czekam na kolejną edycję Śląskich Targów Książki, bo teraz już wiem, że na pewno warto. Za rok też się tam pojawię 🙂