Historia pszczół – Maja Lunde


O Historii pszczół Mai Lunde było głośno już jakiś czas temu, jednak książka wpadła mi w ręce dopiero niedawno. Zazwyczaj jestem ostrożna i podchodzę z dużą rezerwą do książek, które są zewsząd wychwalane i mocno reklamowane. Przyznam jednak, że w przypadku Historii pszczół zachwyty są jak najbardziej słuszne i cieszę się, że się o tym przekonałam. Książkę pochłonęłam w dwie noce, choć tomiszcze liczy sobie aż 520 stron! Nie mogłam się oderwać i nie mogłam przestać czytać.

 

Fabuła Historii pszczół dzieje się na trzech płaszczyznach, a w zasadzie w trzech różnych czasach, a łącznikiem dla każdej z historii są pszczoły. Pogrążony w depresji William w 1857 roku w Anglii postanawia nadać swojemu życiu sens i zbudować nowoczesny ul, aby zapewnić swojej rodzinie szacunek i dobre nazwisko. W Stanach Zjednoczonych w 2007 roku George, który jest hodowcą pszczół, chce zostawić swoją spuściznę synowi – ten jednak chce żyć inaczej, niż jego ojciec. W 2098 roku w wyniku masowego wyginięcia pszczół świat pogrążony jest w totalnym kryzysie gospodarczym i brakuje pożywienia. Chinka Tao ręcznie zapyla drzewa owocowe i marzy o lepszym życiu dla swojego kilkuletniego synka, jednak niespodziewana tragedia sprawia, że przewartościowuje całe swoje życie.

 

Wszystkie trzy historie zrobiły na mnie duże wrażenie i bardzo mnie poruszyły. I choć głównym motywem przewodnim książki są pszczoły i ich ogromna rola, jaką odgrywają dla ludzi, to nie można pominąć też innego, bardzo ważnego aspektu książki Mai Lunde: relacji pomiędzy pokoleniami. To właśnie ta warstwa książki jest dla mnie najciekawsza. Autorka próbuje pokazać trudne relacje pomiędzy rodzicami, a dziećmi, które w gruncie rzeczy niewiele zmieniły się w ciągu stuleci. Każde kolejne pokolenie pragnie miłości i akceptacji rodziców, ale jednocześnie chce żyć po swojemu i kroczyć własną ścieżką. Nie zawsze dzieci spełniają pokładane w nich nadzieje, a z drugiej strony czasem najmniej doceniane dzieci darzą rodziców największą miłością i szacunkiem, i stają się ich jedyną nadzieją. Nic jednak nie jest w stanie równać się z determinacją rodzica, którego dziecko jest w niebezpieczeństwie.

 

Troje rodziców, trzy różne historie – wszystkie chwytające za serce i dające do myślenia, zwłaszcza jeśli samemu też jest się rodzicem.

 

Po przeczytaniu książki Mai Lunde zupełnie inaczej zaczęłam patrzeć na pszczoły. Nie tylko wiele się o nich nauczyłam (wiedza autorki jest naprawdę obszerna!), ale też zaczęłam bardziej dostrzegać rolę tych niezwykłych owadów dla całego świata i doceniać je. Przed oczami przesuwają mi się obrazy wykreowanej przez autorkę mrocznej przyszłości, pogrążonej w kryzysie, dotkliwej biedzie, przemocy i chaosie. I choć mam cichą nadzieję, że ludzkość jakoś inaczej poradziłaby sobie z brakiem pszczół, mamy wszak technologię z roku na rok coraz bardziej zaawansowaną, to jednak strach przed scenariuszem Lunde jest realny. I jeśli nie tylko ja po przeczytaniu książki inaczej podchodzę do pszczół, to jest to ogromny sukces autorki.