Gry i zabawy – Herve Tullet


O niezwykłych pracach Hervego Tulleta słyszeli chyba wszyscy. Autor Naciśnij mnie znany jest z oryginalnych i niezwykłych pomysłów na książki, które przenoszą dzieci w cudowny świat wyobraźni i kreatywności, aktywizują i uczą przez zabawę. Wydawnictwo Insignis przygotowało dla wszystkich wielbicieli Tulleta – tych małych i tych dużych – serię “Gry i zabawy”, czyli zestaw pięciu dotąd w Polsce niepublikowanych książeczek autora. Testowałam je przez miesiąc i spisałam swoje wrażenia.

 

Herve Tullet to francuski malarz i grafik mieszkający w Nowym Jorku. Jest autorem ponad czterdziestu książek i eksperymentalnych wystaw dla dzieci. Jak sam mówi – książek nie pisze, tylko po prostu je robi. I choć uważa, że nigdy nie był dobrym rysownikiem (zaczynał w reklamie, później był ilustratorem prasowym), to nie zależy mu na książkach ładnych, tylko na oryginalnym pomyśle. Bawi się formą i treścią, a potem pozwala na to samo dzieciom i ich rodzicom.

 

“Dobra książka dla dzieci powinna uczyć je patrzeć, dostrzegać nowe rzeczy w codzienności. Dziwić się. Artysta to ktoś, kto pozwala ci spojrzeć na rzeczy inaczej.”

Herve Tullet

 

Absolutnie zgadzam się ze słowami Tulleta i chciałabym, aby w zalewie tandety i kiczu wśród książek dla dzieci więcej było autorów, którzy myślą podobnie. Książki Tulleta są zupełnie inne, niż wszystkie znane mi książeczki dla dzieci. Przypominają bardziej interaktywną grę z wyobraźnią, niż klasyczne dziecięce książki z obrazkami i treścią. Ich siłą napędową jest przede wszystkim dziecięca wyobraźnia. Bohaterami są tak naprawdę sami czytelnicy – przede wszystkim dzieci. To od nich zależy, co będzie się dalej działo i jak potoczy się akcja. Wielką zaletą książek Tulleta jest też to, że dzieci mogą “czytać” je same. Mojej córce wystarczyło dwa razy przeczytać Zabawę w oczka, by zapamiętała wszystkie podpisy i dodawała dalej treść od siebie.

Zabawa w oczka

Ta niezwykle prosta książeczka pozwala dzieciom i rodzicom przeistoczyć się w jedną z postaci: chłopca, dziewczynkę, kota, robota, potwora lub jednego z kosmitów. Wystarczy przyłożyć książkę do twarzy i wyglądać przez dziurki na oczy. Na każdej stronie oprócz swoistego rodzaju maski – twarzy – są też krótkie teksty, które wypowiadają postacie: “Pobawisz się ze mną?”, “Lubisz koty?”, “Jestem głodny!” – mówią dziewczynka, kotek i potwór. Może to być dobry wstęp do zabawy w odgrywanie roli i dalsze wymyślanie kwestii. Natka od razu polubiła maski i oczka. Jak już pisałam, zna na pamięć co, kto mówi i wymyśla inne, niestworzone historie. Bawimy się na przemian. Raz ona przemienia się w kogoś innego, raz ja. Zabawa jest świetna, a do tego integruje nas i pozwala wzlecieć wysoko na wyżyny wyobraźni. To też dobry sposób na to, by zobaczyć, jak mała obserwuje świat, jakie cechy widzi u innych, o czym mówi jako chłopiec, a o czym jako kosmita z odległej planety.

 

 

Paluszkowa olimpiada

 

To zdecydowanie ulubiona książeczka Natki. Zasady są bardzo proste: na paluszkach rysujemy “buźki”, a potem wkładamy je w otworki i bierzemy udział w olimpiadzie. Dla mojej trzylatki zdecydowanie drugoplanowa jest sama olimpiada (oprócz skoków do basenu – te są zdecydowanie pierwszoplanowe), a większą uwagę skupia na odgrywaniu różnych scenek z udziałem paluszków – moich i swoich. Podobnie jak w przypadku Zabawy w oczka mogę wciągnąć ją w wyimaginowany świat i dowiedzieć się, jak jej zdaniem zachowuje się mama, jak tata, a jak pani z przedszkola, czy dziecko.

 

 

 

   

Znajdź różnice

 

 

Każde dziecko uwielbia zagadki w odnajdywanie różnic. A jeśli tych różnic jest nieskończenie wiele i za każdym razem można dostrzec coś innego – to jest to, co małe tygryski lubią najbardziej! Książeczka jest niesamowicie wciągająca, uczy skupienia i dostrzegania różnic widocznych gołym okiem, jak i naprawdę sprytnie ukrytych. Jaka to radość dla małego człowieka, gdy odnajduje kolejne niezgodności w obrazkach!

 

  

Ruszaj w drogę

 

 

To kolejna książeczka, która przede wszystkim angażuje wyobraźnię. Zielona droga, która ciągnie się przez wszystkie strony książki, prowadzi nie wiadomo dokąd i nie wiadomo jak. Wie to tylko jedna osoba – ta, która nią podróżuje. Autor zachęca, by dziecko zamknęło oczy i wyobraziło sobie kim jest i dokąd idzie. A może jedzie? A może skacze? Możliwości są nieograniczone! Natka więc podróżuje w nieznane przez magiczną drogę, a ja podążam za nią, słuchając dziwnych przygód, a czasem po prostu śmiechu lub pisków, kiedy droga staje się trudna i trzeba pokonać wiele przeszkód.

 

 

    

 

Gra cieni

 

 

Przyznam, że to najmniej eksploatowana przez nas książeczka, ale jestem pewna, że jeszcze przyjdzie na nią czas. Po prostu Natka jest na etapie zachwytu świecącymi w ciemnościach sowami i gwiazdkami nad swoim łóżkiem, więc kiedy gaśnie światło, nie chce już oglądać cieni. Interesują ją za to kształty wycięte na stronach. Dotyka ich, ogląda, próbuje odgadnąć co przedstawiają i wymyśla niestworzone historie z wilkiem w roli głównej. Kto powiedział, że książki Tulleta trzeba używać zgodnie z instrukcją?

 

 

 

Podsumowując: seria Gry i zabawy to Tullet w najwyższej formie i świetna zabawa dla dzieci i rodziców, aktywizująca obie strony do włączenia wyobraźni i odlotu w fascynujący świat kropek, kształtów, cieni, oczek, zielonych dróg i gadających paluszków. Więcej informacji o książkach znajdziecie na stronie www.tullet.pl.


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Insignis