Gabrysiu, gdybyś tylko nie miała takich wygórowanych ambicji, mogłabyś daleko zajść!

Arael Zurli, autor obszernej monografii o życiu i twórczości Gabrieli Zapolskiej, na zakończenie rozdziału o francuskim epizodzie pisarki, porównuje Zapolską do Liane de Pougy, która przybyła do Paryża w tym samym czasie, z takim samym zamiarem – aby podbić Francję. Autor zauważa, że w przeciwieństwie do Zapolskiej, pani de Pougy się to udało. Została światowej sławy kurtyzaną.

 

A przecież Gabriela mogła zrobić wielką karierę… innego rodzaju. […] I gdyby Zapolska miała inne, mniej poważne podejście do życia, gdyby unikała pracy, to ze swoją urodą, temperamentem, inteligencją, znajomością ludzkiej psychiki mogłaby szybko znaleźć bogatych protektorów.

 

Zapolska pobierała nauki gry aktorskiej i wymowy francuskiej u znanych aktorów teatrów paryskich, podczas gdy pani de Pougy uczyła się zawodu w domach publicznych. Zapolska pisała felietony dla Kuriera Warszawskiego, pracowała nad cyklem nowel, napisała cztery powieści, tłumaczyła sztuki teatralne, uczyła się ról, podczas gdy Liane zdobywała coraz większą popularność jako kochanka bogaczy. Obsypywali ją podarunkami wartymi fortunę, a o jej strojach rozpisywały się gazety. Gabriela przeżywała swoje wzloty i upadki, nie zawsze udawało jej się podbić serca publiczności, bo nie była urodzoną aktorką, a na dodatek Francuzi nie tolerowali w teatrze żadnego obcego akcentu, nawet jeśli aktorka biegle władała francuskim. Gabriela mimo wszystko wciąż starała się pozbyć akcentu, doskonaliła warsztat, pracowała nad sobą. Liane de Pougy trzymała się tylko jednej zasady: „Nie otwieraj ust, po prostu pokaż się, jesteś wystarczająco piękna”.

 

Czy ktoś jeszcze, prócz autora, widzi tu jakieś analogie?

 

Nie jestem feministką, ale coś w duszy mnie szarpie, gdy czytam takie porównania. Faktycznie, Gabi wiele straciła na tym, że była ambitna, pracowita (była wręcz pracoholiczką, a pisać nie przestała nawet, gdy przed śmiercią prawie oślepła), inteligentna i miała wygórowane cele i zbyt wielkie marzenia. A na dodatek zbyt często otwierała usta i myślała, zamiast tylko wyglądać. To przecież byłoby o wiele łatwiejsze.

Straciła wspaniałe życie kurtyzany na rzecz bycia poczytną autorką i może niezbyt utalentowaną, ale lubianą aktorką.