Czytanie globalne metodą Domana – czy to działa?

Jakiś czas temu pisałam Wam o nauce czytania globalnego z wykorzystaniem metody Domana. Przyszedł wreszcie czas na podsumowanie i wyciągnięcie kilku wniosków. Czy nauka czytania globalnego naprawdę działa?

Czytanie globalne – to działa!

Po kilku miesiącach pracy z kartami do nauki czytania metodą globalną mogę powiedzieć tyle: to naprawdę działa! Kiedy usłyszałam o tej metodzie byłam pełna nadziei, ale i obaw. Filmiki z małymi dziećmi, które bez błędu odczytują napisane na kartach wyrazy wprawiały mnie w osłupienie. Ja też chciałam, żeby moje dziecko tak potrafiło! I tu pojawiał się lęk – a co, jeśli nam się nie uda? Na szczęście moje obawy były bezpodstawne. Czytanie globalne naprawdę jest dla każdego – malucha i starszaka. Kiedy moja córka w wieku niespełna trzech lat zaczęła rozpoznawać wyrazy zapisane na kartach (i to bez pomocniczych obrazków), byłam po prostu w szoku!

Na czym polega czytanie globalne?

Tak jak już pisałam w poprzednim wpisie:

Globalne czytanie tak naprawdę nie jest czytaniem polegającym na składaniu ze sobą liter, ale na zestawieniu ze sobą słów.  Dziecko zapamiętuje graficzny wygląd całego słowa, dzięki czemu jedno spojrzenie wystarczy, by rozpoznało zapisany na karcie wyraz. Zapamiętywanie zapisu danych słów pozwala na późniejszym etapie tworzyć proste zdania, które dziecko będzie mogło samodzielnie przeczytać. Czytanie globalne pozwala na składanie zdań tylko z takich wyrazów, których zapis dziecko już zna.

W toku nauki maluch w końcu zaczyna zauważać, że wyrazy składają się z liter i skieruje na nie swoje zainteresowanie. Stąd już tylko krok do nauki alfabetu, a następnie do odczytywania wszystkich wyrazów i składania ich w zdania. Globalne czytanie znacznie ułatwia naukę czytania klasycznego. Maluch, który doświadczył już metody Domana szybciej nauczy się składania liter, a proces ten będzie dla niego jeszcze lepszą przygodą.

Aby teoria mogła stać się praktyką potrzebny jest jeden podstawowy składnik: dobra zabawa! Nauka czytania nie może być dla dziecka czymś, co kojarzy się negatywnie, jest nudne i sztuczne. Odpada więc sztywne siedzenie i pokazywanie maluchowi kart aż do znudzenia. Świetnie za to sprawdzają się różne zabawy, w których nauka wyrazów jest tylko dodatkiem do ciekawej aktywności. Dobrze też pracuje się z dzieckiem przy pomocy prostego systemu nagród – jak choćby zdobywania punktów czy jakiś drobnych przedmiotów (kamyków, klejnotów, które dziecko może potem sobie policzyć; raczej nie polecam nagród typu słodkości). Oczywiście mile widziane są wszelkie pomoce dydaktyczne – maskotki, magiczne różdżki, czarodziejscy pomocnicy itp. Tutaj bardzo przydaje się pomysłowość rodziców ograniczona jedynie wyobraźnią. Niektóre wymyślane przeze mnie zabawy nudziły Natkę, inne podobały jej się tak bardzo, że chciała się w nie bawić codziennie. Tak naprawdę nauka stała się u nas zabawą i to dzięki temu mała poznała naprawdę sporą ilość wyrazów.

Muszę tu zaznaczyć dwie kwestie. Po pierwsze – systematyczność. Dobrze, jeśli ćwiczy się z dzieckiem codziennie, a zalecane jest nawet pokazywanie wyrazów kilka razy dziennie. Na pewno systematyczność bardzo się przydaje i widać to po efektach nauki. Z drugiej jednak strony warto wsłuchać się w dziecko i nie robić nic na siłę. Były dni, że Natka w ogóle nie chciała bawić się kartami, a kiedy udało mi się ją namówić mimo jej niechęci, nauka nie była efektywna, mała była rozproszona, chciała jak najszybciej robić coś innego. Odpuszczałam więc, jeśli danego dnia nie miała na to ochoty, albo widziałam, że nie jest w formie. Niestety wraz z nadejściem ciepłych dni Natka miała takich momentów coraz więcej. Dużo przebywałyśmy na dworze, na placu zabaw, czy na spacerach, gdzie nie było za bardzo warunków na zabranie ze sobą kart (tak czy inaczej wybrałaby bieganie po placu zabaw niż naukę, nawet na świeżym powietrzu). Takie wyłamanie się z systematycznej, codziennej nauki sprawiło, że Natka miała coraz mniejszą ochotę na zabawę kartami, ale mimo to wciąż wracamy do jej ulubionych zabaw.

I jeszcze jedna uwaga – nie stosujemy żadnych kar za nieodczytanie wyrazu, bo nie o to chodzi w całej zabawie w czytanie. Jeśli mała nie zapamięta lub nawet pomyli, źle odczyta wcześniej znany wyraz – po prostu odwracamy kartę i czytamy go jeszcze raz. Myślę, że system kar zupełnie by się tu nie sprawdził, bo co tu karać? Nawet jeśli w naszych zabawach był element negatywnego skutku za nieprzeczytanie wyrazu, starałam się, by raczej podkręcał emocje, niż faktycznie wpływał na wynik zabawy.

Przykłady zabaw z kartami do nauki czytania globalnego

Na początku uczyłyśmy się klasycznie – pokazywałam Natce karty, czytałam wyrazy, ona powtarzała, potem oglądała obrazki, a w trakcie urządzałyśmy sobie pogawędkę (tak jak na pierwszym filmiku). Potem żeby utrwalić nowe wyrazy wymyślałam różne zabawy z rekwizytami, pomocnikami i nagrodami (dwa kolejne filmy). Tak naprawdę wszystko mogło być inspiracją do zabawy – czarowanie różdżką, zbieranie klejnotów, maskotki albo samochody, które „zgadują” wyrazy. Potem przyszedł czas na większe i bardziej czasochłonne zabawy, których nie udało mi się do tej pory nagrać, a którymi chciałam się z Wami podzielić. To właśnie ulubione zabawy Natki, w które może się bawić bez końca:

  • Sklep

To wariacja na temat starej jak świat zabawy w klienta i kasjerkę. W zależności od wyboru Natki wcielam się w jedną lub drugą postać. Klient przychodzi do sklepu i wybiera dostępne produkty (karty powinny być posegregowane według kategorii – owoce z owocami, przedmioty z przedmiotami itd. Oczywiście tylko te, które nadają się do sprzedawania w sklepie). Następnie kasjerka nabija zakupy na kasę, klientka płaci i tak dalej. Jeśli Natka jest klientką, to pokazuje karty-produkty, które chce kupić i czyta je na głos. Jeśli jest kasjerką, to czyta te karty, które ja wybrałam do zakupów. Jeśli ma problem, by przypomnieć sobie wyrazy, albo nie może się skupić, wtedy ja (jako kasjerka) pokazuję moje „towary” i zachwalam, tym samym przypominając jej wyrazy. Potem sama już wybiera i czyta. W międzyczasie oczywiście gawędzimy, mówimy do czego przydadzą nam się poszczególne karty-towary itp. Zabawa jest zawsze przednia.

  • Labirynt

Natka wciela się tu w bohaterkę, która musi zmierzyć się z tajemniczym labiryntem i dojść do skarbu. Labirynt to rozłożone na podłodze karty (np. w formie ścieżki lub koła). Każdy dobrze odczytany wyraz to kolejny krok, który przybliża naszą heroinę do skarbu. W opcji „hard” dodatkowo skarbu strzeże potwór, który śpi, ale każdy źle odczytany wyraz sprawia, że powoli się budzi (to właśnie element negatywnego efektu za błąd, jednak niezależnie ile tych błędów było, potwór nigdy nie budzi się całkowicie – chyba, że sama Natka sobie tego życzy i chce z nim stoczyć walkę). Jest więc adrenalina, jest cel i wielkie emocje. Niekiedy Natka nie chce aż tylu emocji, więc odpuszczamy sobie potwora, skupiamy się na przejściu labiryntu.

  • Opowiadanie absurdalnych historii

Natka uwielbia szalone, absurdalne historie, wymyślane spontanicznie z użyciem wyrazów z kart. Jak to się robi? To bardzo proste: tasuję karty i zaczynam opowiadać, losując po kolei kartę za kartą i na ich podstawie dodaję do opowieści kolejne elementy. Zadaniem Natki jest odczytanie wyrazu w konkretnym momencie. Przykład? Powiedzmy, że wylosowałam wyraz „tata”, „dom” i „zoo” – układam więc historię: Pewnego razu „…..” (tu pokazuję kartę „tata” i Natka ją odczytuje) po całym dniu pracy wrócił do „…..” (kolejny wyraz) i bardzo się zdziwił, gdy otworzył drzwi i zobaczył tam prawdziwe „……” (kolejny wyraz). Historia toczy się niespodziewanie i dla mnie, i dla niej, bo nigdy nie wiem, jaką kolejną kartę wylosuję. To niezły sprawdzian dla wyobraźni i oczywiście świetny sposób na przećwiczenie wszystkich wyrazów. Polecam!

A na koniec coś dla tych, którzy nie mają problemu z „sadzaniem dziecka” przed komputerem lub tabletem. Pewnego razu zrobiłam mały test, zupełnie przypadkiem (akurat wtedy Natka nie chciała pracować z kartami, chciałam jej pokazać, że można też inaczej). Napisałam w czystym edytorze tekstu wyrazy (jeden pod drugim), które Natka znała z kart. Przeczytała wszystkie! Od czasu do czasu robimy więc sobie takie elektroniczne przerywniki od kart. Dzięki temu Natka coraz bardziej interesuje się poszczególnymi literami i chce sama pisać (choć najczęściej kończy się to na wciskaniem liter bez ładu i składu).

 

Podsumowując: czytanie globalne to świetna zabawa, która może przynieść fajne efekty. Warto zainwestować w karty i przetestować ten sposób na żywym organizmie. Efekty są zaskakujące i choć maluch nie będzie od razu czytał klasyki literatury, to i tak korzyści są ogromne (i nie chodzi o chwalenie się przed rodziną i znajomymi). Czytanie globalne to ćwiczenie dla mózgu, pobudzanie pamięci i wprowadzenie do klasycznej metody nauki czytania (składania liter w zdania). Uważam, że naprawdę warto poświęcić czas na takie kreatywne zabawy i dziękuję Wydawnictwu Pentliczek za możliwość przetestowania zestawu – to jedna z najbardziej wartościowych akcji, w których brałam udział.


Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem