Babcia mi kupi! #krotkoinatemat


Natka ma dwie ulubione bajki, które muszę jej powtarzać co noc przed zaśnięciem. Jedna o Rumcajsie i Cypisku, którzy pokonali siedmiogłowego smoka, a drugą o smoku wawelskim. I tak wałkujemy te dwie historyjki, które potrafię opowiedzieć nawet w środku nocy, wyrwana ze snu okrzykiem „OPOWIEDZ!”, jeśli akurat mój skarb się przebudzi i potrzebuje bodźca do ponownego zaśnięcia.

#krotkoinatemat logoOstatnio w czasie opowiadania Natka zadaje mnóstwo pytań, np. dlaczego Kraków nazywa się Kraków? A czemu w tym Krakowie mieszkają ludzie (też się zastanawiam…)? A dlaczego szewce z Iczyna zrobili ze skóry smoka buty, a szewczyk Dratewka nie? Dodam, że te pytania podchwytliwe prowadzą nas w coraz większą gęstwinę wątpliwości, zwłaszcza natury moralnej. No bo dlaczego szewczykowi nie chciało się zbierać skrawków rozpękniętego smoka po okolicy? A Natka zabawki zbierać musi, nawet jak są rozrzucone po całym domu? W końcu udaje mi się jakoś wybrnąć, że smok rozpękł się w rzece, więc na pewno popłynął z prądem do morza. Niestety i tu pułapka – a dlaczego rzeka płynie do morza? Czasem sama siebie nienawidzę za to, że zawsze daję się wpuścić w te maliny i na zadane pytania staram się odpowiadać szczerze i zgodnie z prawdą, co jest jak woda na młyn dalszych dociekań. A wystarczyłoby zwykłe „dowiesz się jak dorośniesz”, „tatuś ci powie”, „idź już spać” albo „włączyć ci bajeczkę?”. Na szczęście mała nie słucha zbyt dobrze moich wyjaśnień przerywanych mądrze brzmiącym „yyyyyy”, „eeeee” „iiiiiii”, bo w jej głowie zrodził się nagle pomysł.

– Chciałabym mieć taki zestaw Cypiska i Rumcajsa, i smoka siedmiogłowego, i domki z Iczyna, i nauczyciela, i całe miasteczko – ekscytuje się Natka. – Czy Mikołaj mi przyniesie?

Lekko zbita z tropu zaczynam tłumaczyć, że Mikołaj może nie mieć czasu, żeby taki duży zestaw zrobić.

– Ale jeśli chcesz, to jutro jak wrócisz z przedszkola narysujemy wszystko i wytniemy i będziemy się bawić – dodałam ofiarnie. W końcu czego się dla dziecka nie zrobi, prawda? Natka jednak pokręciła przecząco głową i na luzie rzuciła:

– Nieee, nie trzeba rysować. Babcia mi kupi.

 

No tak. Gdzie Mikołaj nie może, tam babcie pośle. Po zakupy rzecz jasna.